Restrykcje uderzą w chorych. A patologie systemu dalej kwitną.
- 04.12.2025
Data:
- Kancelaria NCZ
Autor:
Podziel się
Kategorie artykułów
Ministerstwo Zdrowia znów chce zaostrzyć przepisy. Kolejne regulacje, kolejne ograniczenia, kolejne rygory. I znów – wszystko pod hasłem ochrony pacjentów. Tyle że w efekcie… chorzy zostają sami, a rynek rekreacyjny ma się świetnie.
Bo dzisiaj w Polsce konopie medyczne dostanie bez większego problemu ktoś, kto po pracy wpadnie do „klinik czynnych dwa razy w tygodniu po dwie godziny”, ale nie dostanie ich osoba sparaliżowana, leżąca. Ta, dla której medyczna marihuana była jedyną ulgą w bólu. Ta, dla której ustawa z 2017 roku w ogóle powstała.
Ministerstwo chce działać szybko. I to jest problem
Brakuje standardów. Brakuje katalogu chorób. Brakuje procedur zapewniających lekarzom bezpieczeństwo pracy. Nie ma regulacji, są tylko restrykcje.
Receptomaty? Tak – były patologią. Nikt tego nie neguje. Ale sposób walki z nimi był jak gaszenie pożaru benzyną:
- Teleporady zablokowane
- Wymóg badania „osobistego”
- Konieczność dotarcia do gabinetu
A co z pacjentami w stanie terminalnym? Po wypadkach? Z SM? Z SLA? Oni z łóżka nie wstaną i do gabinetu nie dojadą.
To jest moment, w którym państwo mówi osobom cierpiącym: radźcie sobie.
Absurd goni absurd
Patologie nie zniknęły. One tylko zmieniły formę.
Receptomaty nadal działają – tylko pod inną przykrywką, bo „kontrole odbywają się w miejscach, które mają adres. A te wirtualne? Siłą rzeczy nie są kontrolowane.”
To oznacza jedno:
- Legalni lekarze są karani
- Pacjenci chorzy – odcięci od terapii
- Rekreacyjni użytkownicy – dalej robią swoje
To nie jest „uszczelnianie systemu”.
To jest pudrowanie trupa.
Lekarze się boją. I trudno im się dziwić
W izbach lekarskich toczy się mnóstwo postępowań wobec lekarzy, którzy chcą leczyć zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Ale…
nie mają się na czym oprzeć. Bo nie ma procedur, nie ma standardów.
Pacjenci już płacą cenę. Ogromną cenę
Przez źle zaprojektowane przepisy:
- POZ-y odmawiają kontynuowania terapii, w obawie o rozliczenia z NFZ
- 50–60% pacjentów zostaje bez lekarza prowadzącego
- Susz masowo wykupywany trafia na czarny rynek
A przecież pacjenci to:
• 45–70-latkowie, cierpiący na realne, ciężkie choroby
• Nie influencerzy od jointów
• Nie rekreacyjni użytkownicy
To rodzice, dziadkowie, osoby po wypadkach, chorzy onkologicznie, etc.
Ludzie!
Co trzeba zrobić teraz. Nie za pięć lat
Przemysław Todorowicz, prezes Narodowego Centrum Zdrowia i Biologii Człowieka, mówi jasno:
Nie – kolejne zaostrzenia
Tak – nauka i kliniczne doświadczenie
Tak – certyfikowane szkolenia dla lekarzy
Tak – rejestr terapii kannabinoidowej
Tak – współpraca z instytucją, która ma dane tysięcy pacjentów
Bo to nie teoria — to historia prawdziwych ludzi, których bolało wczoraj, boli dziś i będzie boleć jutro.
NCZiBC już wystosowało pismo do Ministerstwa — z ofertą pomocy i gotowymi standardami, które działają od lat.
Apel: siądźcie z nami do stołu
Nie da się tworzyć mądrego prawa bez rozmowy z tymi, którzy widzą pacjentów codziennie — także tych uwięzionych w domach, w cierpieniu.
Prosimy więc Ministerstwo Zdrowia:
- Nie zostawiajcie chorych samych!
- Nie karzcie lekarzy za empatię!
- Nie wspierajcie rekreacyjnego rynku kosztem pacjentów!
Wystarczy zacząć słuchać.
